Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 737 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Tunel zajebistości...

czwartek, 17 lutego 2011 21:44

Moją ścieżką zajbistości podążam już od kilku tygodni ! Jestem tak zajebiście zajebista, że znalazłam pracę, zdałam egzamin na studiach podyplomowych i świat stoi przede mną otworem. Otworem czarnej dziury ale zawsze to jakaś perspektywa ;D Weekendowo odprężam się jak tylko mogę, tak się odprężam, że praktycznie mnie nie ma.

Moja kwintesencja zajebistości zamknęła się dzisiejszego wieczoru kiedy to z własnej niewymuszonej głupoty poczyniłam spotkanie 3go stopnia zderzaków : mojego i sąsiada ;P A miałam odkładać na wycieczkę/komputer ale chyba nie będzie mi dane pojechać dalej niż w daleki wojaż na działkę 4 km za miastem. ;D Z takim rozpędem do maja czy czerwca odłoże sobie kasę najwyżej na rajstopy. Może zaszaleję i kupię sobie książkę("podręcznik prowadzenia pojazdów dla debili - wersja druga dla prawdziwych idiotów z powołania") ;p 

Nooo w każdym razie nie jest źle! Nie można być dla siebie za surowym, nie ?

No to wypijmy za błędy ! ;P





Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328755732,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Znak zapytania

czwartek, 06 stycznia 2011 21:03

        Zastanawialiście się kiedyś co by było gdyby...

        Gdybyście urodzili się w innym: czasie, w innej rodzienie, kraju? Byli wyźsi/niżsi, ladniejsi, chudsi/grubsi, bardziej lub mniej utalentowani?

        Ja ostatnio wałkuje to cały czas. Dlaczego jest akurat jest jak jest? Zawsze dochodzę do tego samego wniosku końcowego. To nie szkodzi. Po prostu ostatnio lubię się zadręczać tym samym tematem. Dlaczego moje życie nie może ruszyć z miejsca? Czy to już na zawsze? Rozważałam różne kwestie, różne scenariusze. Rozważam czy zrobiłabym to samo w życiu gdybym miała taką wiedzę jaką teraz mam.(p.s. oczywiście, że zrobiłabym inaczej)  To jednak nic nie pomaga. Bo jestem tu i teraz. I muszę korzystać z tego co teraz i tu. Nic tego nie zmieni. I to jest ten sam wniosek końcowy do którego zawsze dochodzę. Teraz jestem trochę jak bohaterka 'jedz, módl się, kochaj'. Ona w czasie najgorszej chwili swojego życia poszła do łazienki, położyła się na płytkach, zapłakała i poprosiła Boga o pomoc. Nie widziała wyjścia z sytuacji i nie wiedziała co robić. Ja też nie wiem. Dokładnie w tej chwili nie wiem jaki ma być mój następny ruch. Ona oczywiście pojechała szukać Boga i samej siebie. Ja raczej nigdzie nie pojade bo wiem gdzie jest Bog. A to że nie wiem gdzie ja jestem to już inna kwestia. Nie wiem gdzie zgubiłam samą siebie, którą kiedyś byłam. A czemu teraz jestem tym kim jestem. Muszę zrobić poszukiwania, poszukiwania samej siebie. Ciekawe czy to czego szukam przepadło bez wieśći czy uda się odnaleźć?    



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328486293,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

CZAS tanecznej Komuny w 3D

piątek, 13 sierpnia 2010 22:23

            Co ma zrobić dziewczyna, która ma marne szanse na zostanie znaną pisarką? Nie dostanie Pulitzera, a nawet nie wie czy utrzyma posadę w więzieniu ? I nie ma nawet faceta, któremu może się poskarżyć ? No na bank nie będzie się uskarżać na swój los. Zapakuje kilka par butów, parasolkę i najnowszą bluzkę z wyprzedaży i uda się odstresować w gronie ludzi, którzy najlepiej znają jej położenie.


Tak więc po zgraniu naszych napiętych kalendarzy udałyśmy się do najbliższej stolicy rozpusty i hazardu czyli do 'Miasta Trzech'. Skoro nas miało być trzy to 3miasto było jak igraszka losu, która stuka cię w czoło mówiąc : 'Takich dwóch jak was trzech nie ma ani jednej'.


Rejczel miała najmniej problemu z dostosowaniem swojego dnia do naszych planów. W końcu mieszka w samej paszczy lwa... Po powiadomieniu jej, że przyjeżdżamy odwiedzić jej szalone dupsko odpowiedziała bardzo stylowo, że : ' niezmiernie mnie to cieszy'.

Anna jak zwykle wpadła i wypadła ze swojego domu zabierając tylko to co wpadło jej w ręce czego skutkiem był kompletny brak dostosowania garderoby do obuwia ;P

Ja miałam najwięcej problemów z wyjściem z domu bo mama do końca uważała, że mój wyjazd jest bezcelowy. Sądzę, że najchętniej widziałaby mnie doszkalającą się w dziedzinie rachunkowości bym w końcu zaczęła rozliczać jej firmę ;)

 Pomarzyć dobra rzecz ;-)


         Ponieważ większość tygodnia wszystkie trzy wstajemy przed 7 rano w weekend chcemy sobie zawsze sobie pofolgować. Zatem umówiłam się z Anną na 11, że przyjdę ją umalować a potem pojedziemy do Rejczel, pochodzimy po targach, pójdziemy do kina na mega odmóżdzający film, pojedziemy się wyszykować na imprezę itd.. póki starczy nas sił.


Taaa przychodzę do Ani a ona...   w pidżamie! Na głowie efekt jak po przejściu tornada a w oczach sen. Zanim weszłyśmy do mieszkania, zdążyłam ją opierdolić jednak nie za bardzo ją to obeszło. Do trzynastej wywlekłyśmy się z stancji wymieniając się oczywiście najświeższymi informacjami z kraju i ze świata.

Po tym jak bezczelnie zlikwidowali nasz przystanek tramwajowy trochę się zamotałyśmy ale w końcu trafiłyśmy na Akademię Muzyczną i ruszyłyśmy żwawo do Biedy by zakupić pierś z kurczaka. Oczywiście ruch jakby za darmo coś dawali ale całkiem sprytnie przemknęłyśmy przed głodnym narodem i byłyśmy już u Rejczel by oddawać się rozkoszom podniebienia jedząc chińszczyznę, którą nam zaoferowała. Trochę się zasiedziałyśmy bo zaczął padać deszcz a i wino trzeba było dopić.

Stamtąd udałyśmy się na targi Dominika by poszukać świec i mioteł z naturalnego włosia. Oczywiście nic odpowiadającego moim potrzebom nie znalazłyśmy. Co wcale mnie nie zdziwiło. Ostatnio to stoisko z miotłami było na targach jakieś 2 lata temu i od tamtej pory zaginęło  w krętych uliczkach. Ale będę wytrwała, może objawi się w rok przestępny ;-)

Kiedy w końcu przebiłyśmy się przez 4 kolonie, wycieczkę z Chin, Niemiec czy  Francji i wyminęłyśmy się niekończącą się ilość ślimaków pospolitych, dotarłyśmy na przystanek tramwajowy.

Wsiadłyśmy spokojnie w 8 ale to by było na tyle spokoju. Tramwaj rzucał nami co najmniej jakby mógł wypaść z torów. To było całkiem szalone. Nie wiem jak ludzie usiedzieli na miejscach, my stojąc co najmniej dwa razy podskoczyłyśmy.  Musiałyśmy się nieźle trzymać żeby nie latać z boku na bok. Kolejki górskie dostarczają co najmniej tyle samo atrakcji. A my jechałyśmy dobre 8 przystanków i to w tramwaju-saunie przygotowanym specjalnie na naszą cześć. Bo nie ma nic lepszego jak stać w tramwaju, obciekając potem, bez możliwości złapania oddechu i z trudnością zachowując pion! Dla mnie jedyną bardziej masochistyczną rozrywką, którą można sobie zapewnić jest podróż wspaniałymi kolejami polskimi relacji Hel- Kraków bez miejscówki ;D(co oczywiście kiedyś zrobiłam)  Po wyjściu z tego nawiedzonego tramwaju nie mogłyśmy wyjść z podziwu, że nie mamy jakichś głębszych ran ani siniaków.

       A teraz będzie ciekawie. Kino. Nie znam nikogo kto by nie uwielbiał kina. My wybieramy się z różnych okazji. Teraz najlepszym wytłumaczeniem naszego postępowania będzie brak jakiejkolwiek logiki. Kiedyś trzeba się zrelaksować. A co nie relaksuje lepiej jak: goła klata, kolorowe ubranka i fajna muzyka ?

To wszystko miał nasz wspaniały 'Step up 3D'. Trzeba przyznać, że 3D zrobiło swoja robotę całkiem nieźle. Piosenki i choreografia na najwyższym poziomie. Ale fabuła leży i kwiczy... Chociaż jakbym miała 15 lat ten film byłby w kanonie moich ulubionych ;D

Bo co powiecie na świat  cudów gdzie: banda tancerzy, mieszka razem, je razem, śpi (!) razem i nikt nie pracuje a oni realizują swoje wizje zmieniania świata przez taniec? Super poroniony pomysł, co nie?

Nazwałyśmy to komuna taneczną, cyganerią. Nie mogłyśmy dojść skąd bohaterowie mieli kasę na to żeby się utrzymać a ich największym problemem było... eee  w sumie nie wiem co ale było kolorowo, w ciuszkach znanych marek, z wystającymi poza ekran kończynami. Mojemu dziecięcemu umysłowi chyba najbardziej podobała się scena tańca młodej reinkarnacji Jacksona ze swoja koleżanką do remisu cudownej piosenki Franka Sinatry ;D Ach jeszcze muszę wspomnieć o gołej klacie głównego bohatera, która pokazywała się goła o wiele za rzadko. I jeszcze świetna w sensie 3D scena z uciekającymi kolorowymi napojami (kto widział ten wie o co chodzi, całą resztę przepraszam).

         Zapomniałabym o najważniejszym. Kiedy Anna dostała swoje okulary 3D tak się przejęła tym żeby ich nie 'upalcować', że nie zauważyła Bogu ducha winnego chłopaka, z którym zderzyła się tworząc niemalże jedną całość. Sytuacja była co najmniej komiczna a główna bohaterka starała się ukryć zakłopotanie ;D Przeprosinom nie było końca. Całe szczęście obyło się bez strat w ludziach czy sprzęcie.

        Gdy wyszłyśmy z kina doszłyśmy do wniosku, że rzucamy i tak marnie płatne stanowiska, które piastujemy i jedziemy do Stanów realizować nasze mgliste marzenia o tańcu na ulicy i zostaniu dzieckiem BoomBox'a ;D        

Jak na razie pozostajemy jedynie dziećmi Urzędu Pracy.

       Zostawiłyśmy za sobą mury multiplexa i stwierdziłyśmy, że najwyższy czas szykować się na nocne pląsy.

       W sumie poszłyśmy do Ani gdzie wypiłyśmy kolejne wino po czym do mojego kuzyna gdzie wypiłyśmy następne wino tylko, że domowej roboty. Przez nagromadzenie tych wydarzeń dałyśmy się namówić na pójście z Jackiem na imprezę z infosami. Znaczy innymi informatykami z jego firmy ;D

      Impreza okazała się całkiem przednia. Rejczel tańczyła z Jackiem. Do tej pory utrzymuje się w przekonaniu, że ten 'pobił' ją w czasie tańca (jakiś incydent z udziałem łokcia). Mnie jeszcze nigdy nie pobił więc nie mogę zaprzeczyć ani potwierdzić takim doniesieniom ;P

      Anna trafiła na najbardziej typowy okaz informatyka. Nie dość, że wyglądał typowo to jeszcze ruszał jak stereotypowy indos ;P Ale chłopak całkiem sympatyczny więc nie będę więcej psioczyć.

Dla mnie pozostał Karate Kid z Warszawy. Dobrze tańczył więc nie mogę narzekać na zły los. Jednak szybko znudziła nam się impreza w barze studenckim.  Z resztą Anna już przysypiała więc po większych trudach wsiedliśmy do taksówki... a tam... 

      Taksówkarz rodem z talk-show. Opowiadał do jakich klubów chodzi, że lubi 'Lejdis' (pierwszy i chyba jedyny mężczyzna jakiego spotkałam, który lubi ten film;)). Polemizował z Jackiem, gadał jak najęty a my razem z nim. My do wypitego alkoholu dołożyłyśmy jeszcze trochę wódki zatem byłyśmy całkiem rozmowne. W każdym razie taxidriver przystępny i zabawny. A kiedy wysiadłyśmy w Sopocie to...

      Normalnie Ibiza. Chyba z nami pół Polski wpadło na pomysł żeby się polansować na Monciaku. Tłumy jakich wcześniej w tym miejscu nie widziałam.


CDN w niedzielę!! Albo możecie urwać mi łeb !! ;D



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6290521,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

śmingus dyngus

środa, 26 maja 2010 22:56
.... tak dzisiaj z wodą nie ma żartów! Myślicie sobie, że tak spokojnie, suchą stopą można chodzić po Pomorzu? I wcale nie mam tu na myśl aktualnej powodzi, która wcale nie jest tematem do śmiechu. O nie moi kochani... jeżeli jesteście mną to dostaniecie od życia zdrową dawkę wody !

Dzisiaj przeszłam samą siebie albo może przepłynęłam....

Podlewając kwiatki w pracy, które stoją na półeczce trochę ponad moją głową nie zrobiłam nic innego jak nie polałam ściany, fotela i trochę samej siebie. Późniejszą porą pijąc już na spokojnie heratkę co zrobiłam? wylałam na siebie pół zawartośći kubka! Tak,tak, tak taka zdolna jestem.... Wyglądałam jak po potopie szwedzkim,  miałam gigantyczną plamę na spodniach(całe szczęście ciemno-granatowych) i na golfie. Gdy wystygła na mnie herbata zaczęłam się trochę trząść ale weszłam w szparę między kaloryferem i stołem i trochę się pogrzałam(tak u nas są jeszcze ciepłe kaloryfery).
Na co wyszłam z pracy i zastałan na samochodzie kilka pamiątek od ptaszków... Już bardziej nie mogły upaskudzić Punta! Wyglądał jak lampart tylko, że czerwony w białe centki...
Stwierdział zatem, że nie mogę dłużej odkładać mycia i zabrałam się za to co nieuniknione. Oczywiście nie podłączyłam dokładnie szlaucha (czy jak to się nazywa) i zrobiłam sobie przydomowy prysznic. Bardziej już się wkurzyć chyba nie mogłam!

Idę zatem spać...
Aaaaaa dzisiaj ju ken dens leci....
A co z notatkami?  Same się mnie nauczą ?;p


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5968620,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kiedy znajduje się wymówki...

wtorek, 25 maja 2010 22:42
...znalazłam sobie wymówkę żeby nie uczyć się prawa podatkowego. A konkretnie testu z ordynacji podatkowej ;P Stwierdziłam bowiem, że dawno nic nie napisałam i dzisiaj jest właśnie ten dzień żeby odświeżyć wpis.

   Wiecie co ostatnio zrobiło dziecko mojego kuzyna?? Nie zbudowało piramidy Heopsa z klocków Duplo ... Tylko podczas zabawy babciną torebką zjadło 20 groszy. Babcia była przerażona! Wizją nagłej operacji w celu wyciągnięcia monety, koszmarem płaczu dziecka i innymi wymysłami jej czrnowidzkiego umysłu... A dziecko nawet się za bardzo nie przejęło a nieszczęsna moneta wyszła drugą stroną ;-)

Ale nie o tym chciałam pisać... Przy tej okazji dowiedziałam się, że jako dziecko sama nie byłam lepsza. Ponoć tak kłóciłam się z moim bratem o małe plastikowe zwierzątko(mieliśmy swojego czasu miniturowe ZOO), że w formie pokazaniu mu ' kto tu rządzi'  zjadłam kawałek barwionego plastiku(pewnie farba była chińska i trująca ;p). Mama wpadła w panikę... Pobiegła ze mną do lekarza... Na co on ze stoickim spokojem odparł, że mam w sobie tyle kwasu, że żołądek sobie poradzi... Taki to właśnie ze mnie był Mały Kwas ;p A nie dowiedziałam się jakie to było zwierzątko. Choć mam nadzieję, że może lew... Mogłabym się chwalić, że zjadłam Króla Dżunglii.Wszyscy by się dowiedzieli co się na prawdę stało z Simbą..
No coniektórzy by mi uwierzyli... Jak na przykład T., który uwierzył, że mam farmę i że hoduje truskawki i paprykę. Szkoda, że były to wirtualne warzywa ;p   

Jak myślicie jakie zwierzątko strawiłam w całości??


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5965197,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

 12345678  »

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  30 534 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Jeden wyraz przeleje kielich zrozumienia dla nieporozumienia jakim będzie ten blog...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 15.06.2011 15:45:32
  • autor: Dong Bussert
  • treść: Twoj blog jest wysmi...

Lubię to